MULTIMEDIALNA ENCYKLOPEDIA
GORZOWA WIELKOPOLSKIEGO

ZIELIŃSKA Irena

TWÓRCZOŚĆ
1998Oceania irenejskaRSTK, Gorzów, 57 s.
2003Naga rzekaWAG Arsenał, Gorzów, 62 s.
2008Złota cisza poetyWAG Arsenał, Gorzów, 63 s.
2011Przyłapana na istnieniuPro Libris, Zielona Góra, 61 s.
2017Córka wiatrówWydawnictwo Adam Marszałek, Toruń, 91 s.
Oceania irenejska
(1998)
Złota cisza poety
(2008)
Przyłapana na istnieniu
(2011)
Córka wiatrów
(2017)
Atramentowy świt...

Zakwitł wielotysięczny świt mojego pisania. Atramentowo rozkwitł na białym papierze myśli. W jasności, wstającego z pogiętej pościeli dnia, na białą chmurę kartki osypują się wielomilionowe drobinki wyobraźni. Chcę je szybciutko zapisać. Tak się dzieje, że w istocie mojego trwania nie istnieje żaden stan posiadania, nie mam nic, co by było moje, od wewnątrz i na zewnątrz. Materialnie nie posiadam - nawet siebie. Jestem maleńka, krucha istota. Wobec nieskończoności jestem pyłem czyjegoś chcenia, li tylko chcenia. Gdyby powietrze we mnie nie skamlało, mogłabym tak właściwie, już nie istnieć. Nie z tego świata jestem, a jednak ten świat, dla jakiś celów, nie wiadomych mi, objął mnie w swoje posiadanie. Siedzę skulona, okutana twórczą ciszą, a on mnie kusi, łapie mnie. Prosi, zaprasza do tańca – słów wrażliwych. Uporczywie mu się wymykam. A jednak on... – bierze nade mną górę. Zaprasza mnie do stołu z okruszkami idei. Taka jest tego świata makro-biesiada, z udziałem mojej mikrej istoty. Takie jest moje nagłe spotkanie z makrokosmosem serca i rozumnych myśli. Taki jest taniec Boga, Jego zaproszenie, właśnie mnie - do tańca wirujących cieni. To w takim tańcu cienistym, zdematerializowanym – Bóg z niczego stworzył wszystko, przeogromny świat. Kiedy na końcu zabrakło mu człowieka podczas makro-biesiady zakrzyknął gromko: Człowieku stań się! Powietrze wtedy, zasyczało, zabulgotało. Z mgielnych oparów wyszedł człowiek. Człowieku, rozumną istotą stań się! Wtedy nad głową człowieka zajaśniało Słońce Myśli. Ten stan napowietrznej, światłem nasyconej duszy nie wytrwał długo. Zerwał się wicher wielki, pomarszczył chmury, pogiął nimbusy, cumulusy. Z tego spadł wielki deszcz. Poeta-Bóg, Bóg-Poeta rozdeszczył się, rozpłakał. Zmienił ból istnienia i tworzenia we łzy, a deszcz łez zamienił w krople pisania. I w ten sposób atrament stał się błękitną krwią wszystkich ksiąg.
(Irena Zielińska: "Przyłapana na istnieniu" 2011)

Wariacja na eschatologiczny temat

Nareszcie, nie boję się umierania, moja twarz spokojna,
to śmieszne, leżę na katafalku, z rękoma skrzyżowanymi
na piersiach, jak średniowieczny rycerz,
w kościele zimno, ostatni raz pociągają za sznurek
i w ołtarzu, jak w teatrze,
zmienia się obraz płaczącej Madonny, pochylona nade mną
uśmiecha się,
w kolorowych chustach narzuconych na rozczochrane głowy
baby śpiewają ostatni hit Johna Lennona, z zadymionego nieba mży
zeszłorocznym śniegiem, w kościele zimno jak diabli,
okazuje się, że zamiast sufitu
pijani dekarze wywiercili otwór,
którym, czym prędzej chciałabym uciec
ale
zęboostre, naczupirzone babsztyle zatrzymują mnie,
słychać ich wycie,
do wtóru organiście nieziemsko fałszują,
od spodu Lennon zwija się ze złości
ceremonia trwa...
wreszcie cichną
podchodzą do księdza, kładzie im na język
placek komunijny, przedtem wydziera z nich najskrytsze
tajemnice, całują jego ręce
w kościele zimno
nagle szast prast, dziura rozszerza się,
och jakie to śmieszne, że baby tą dziurą
zwiewają
kuśtykają przez szeleszczące
zaspy chmur
ja też...
przez emalię płonącej skorupy nieba
odpryskuję w kosmos……
(Irena Zielińska: "Przyłapana na istnieniu" 2011)

Żyjemy

Żyjemy
i to jest szczególny
zbieg okoliczności
tak jak szczęśliwym trafem
zbiegają się zwierzęta w cyrku
na środek areny
tak jak z łona matki
rodzącej na wysokich tonach
wyłania się krzyk dziecka
pierwotny i pierwszy
Żyjemy w epoce
gdy nasz stos pacierzowy
nie jest zagrożony
stosem inkwizycji
ale możemy zawsze liczyć
na nieobliczalność stosów
atomowych
Żyjemy do odstrzału
ażeby w ostateczności
ożywić zarys
tarczy strzelniczej
i odbyć spacer
od córki do matki
od syna do ojca
od dziecka do starca
od źródła do ujścia
od złudzeń do faktów
od zwątpienia do wiary
od strategii do idei
O, ileż to razy
– ja sama – wygrywałam
w grze w kostkę
– Stawkę o Życie
A przecież mogłam
wcale się nie urodzić
Mogłam nie targać Matki
jak Lampy Alladyna
za klosz
Jej jasnej spódnicy
Nikt by mi wtedy nie rozświetlił
drogi
i nie przychylił
nieba do ziemi
Nie byłoby
Oczekiwania
na wielkie zbliżenie do
Twarzy Istnienia
(Irena Zielińska: "Almanach Związku Literatów Polskich" 2015)
Wybór: Irena Zielińska
INNE WYDAWNICTWA
Irena Zielińska
Anna Maria Adamiak
Zaczekaj na dotyk... (2014)
płyta CD z tekstami I. Zielińskiej